Słyszałaś o pojęcie „joga nidra”, ale nie wiesz czy to „prawdziwa joga”? Podczas gdy vinyasa angażuje ciało do działania, nidra robi coś innego – przełącza układ nerwowy ze stanu gotowości bojowej w tryb głębokiej regeneracji. I właśnie dlatego kobiety po 40 pytają mnie o nią coraz częściej.
Ostatnio coraz więcej kobiet, które przychodzą na moje zajęcia i warsztaty, pyta mnie o jedno i to samo: „Ania, co to właściwie jest ta joga nidra? Bo słyszałam, że się tylko leży i to chyba nie jest prawdziwa joga?”
Rozumiem tę wątpliwość w stu procentach. Sama przez lata prowadziłam głównie vinyasę – dynamiczną, angażującą, z przepływami, muzyką i podniesionym tętnem. Ale z czasem zaczęłam obserwować, że kobiety po 40 coraz częściej pytają właśnie o nidrę. Nie o kolejną sekwencję asan, nie o odchudzanie przez jogę, nie o „wyzwania elastyczności”. O nidrę.
I nie bez powodu.
Joga nidra to praktyka, podczas której leżysz na macie i słuchasz. Głos nauczyciela (albo nagranie) prowadzi Cię przez różne techniki, np. rotację świadomości po różnych częściach ciała – od palców lewej stopy przez kostki, łydki, kolana, aż po czubek głowy. Nie musisz się ruszać, nie musisz „skupiać się na oddechu” przez pół godziny, nie musisz walczyć z myślami i bezskutecznie próbować je „wypuścić”.
Brzmi prosto. Bo jest prosta.
Ale to, co dzieje się w Twoim układzie nerwowym podczas tej praktyki, jest wszystkim, tylko nie banalnym.
Podczas jogi nidra mózg przechodzi przez stany wolniejszych fal – od alfy (spokój, lekkość, ta przyjemna senność przed zaśnięciem) do tety (stan tuż przed zaśnięciem, kiedy pojawiają się obrazy i skojarzenia). W tym miejscu układ nerwowy przełącza się z trybu sympatycznego – czyli „walcz, uciekaj, bądź gotowa” – na tryb przywspółczulny, czyli „odpoczywaj i regeneruj”.
Dla kobiety, która od lat funkcjonuje w chronicznym stresie, to nie jest mała zmiana. To jest fundamentalne przełączenie, którego wiele z nas nie doświadcza nawet podczas snu.
Zanim przejdę dalej – ważne zastrzeżenie. Vinyasa to świetna praktyka. Wzmacnia, uwalnia napięcia przez ruch, poprawia krążenie, doskonale wpływa na układ mięśniowo-szkieletowy.
Ale vinyasa to narzędzie aktywne. Jej działanie na układ nerwowy jest podobne do szybkiego spaceru albo pływania – mobilizuje, angażuje, pobudza. Dla kogoś, kto jest chroniczne pobudzony – kortyzol wysoki, barki spięte, oddech płytki przez cały dzień – dodawanie kolejnej aktywności to nie zawsze to, czego ciało potrzebuje.
Wyobraź sobie, że Twój układ nerwowy to silnik, który od lat pracuje na najwyższych obrotach. Vinyasa jest jak jazda rowerem – ruch, który trochę rozładowuje ciśnienie i sprawia, że „masz z głowy” trening. Nidra jest jak wyłączenie silnika i pozwolenie mu naprawdę ostygnąć.
Oba działania są potrzebne. Ale przy chronicznym przeciążeniu – a właśnie z nim przychodzi większość kobiet po 40, które mnie szukają – często potrzebne jest najpierw to drugie.
Po 40-tce zmienia się kilka rzeczy naraz. Poziom estrogenów i progesteronu spada, przez co ciało traci naturalne „bufory” dla kortyzolu. Regeneracja nocna staje się płytsza – śpisz 7 godzin, ale wstajesz zmęczona. A układ nerwowy, który przez lata pracował bez odpowiedniej regeneracji, coraz trudniej przełącza się w tryb spokoju.
Kobiety, które przychodzą na moje warsztaty, często opisują to podobnie: „Czuję się zmęczona, ale nie mogę odpocząć.” Leżą wieczorem, a myśli się kręcą. Zasypiają po północy. Budzą się o czwartej rano i nie mogą znowu zasnąć. Albo śpią, ale sen nie regeneruje.
To nie jest problem słabej woli ani „za mało dyscypliny”. To sprawa układu nerwowego, który nie dostał wystarczającego sygnału, że można się naprawdę zatrzymać.
I właśnie tutaj joga nidra działa jak klucz do zamka.
Prowadzona praktyka nie daje mózgowi miejsca na ruminację – jest zbyt zajęty podążaniem za instrukcją. Jednocześnie ciało dostaje jasny sygnał: nic od ciebie nie chcę. Możesz teraz naprawdę odpocząć.
Leżysz na macie (lub kanapie, jeśli ćwiczysz w domu). Przykrywasz się kocem. Zamykasz oczy. Możesz skorzystać z opaski na oczy lub poduszeczki dociążającej powieki.
Przez 20 do 45 minut słyszysz głos prowadzącej, który kieruje Twoją uwagę – na poszczególne części ciała, na oddech, na odczucia, czasem na wyobrażenia. Nic nie musisz robić. Nie ma „dobrze” ani „źle”. Jeśli zasypiasz – to znaczy, że ciało wiedziało, czego potrzebujesz najbardziej.
Po sesji większość uczestniczek opisuje podobne uczucie – lekkości, spokoju i czegoś trudnego do nazwania słowami. Jakby powietrze było lżejsze. Nie „magiczne”, nie „transformujące”. Po prostu spokój. Ten rodzaj spokoju, który jest dostępny w ciele, ale rzadko ma swoje miejsce w codziennym harmonogramie.
Jeśli rozpoznajesz się w którymś z tych punktów – nidra jest prawdopodobnie dla Ciebie:
Jogę nidrę prowadzę często na swoich kobiecych warsztatach – to uwielbiany przez uczestniczki element, bo z łatwością doświadczają wtedy głębokiej regeneracji, której tak bardzo im brakuje na codzień.
Jeśli chcesz spróbować sama – pobierz aplikację Mindy – znajdziesz tam moje nagranie z jogą nidrą. Możesz też poszukać w Internecie wpisując „prowadzona joga nidra” po polsku lub „yoga nidra guided” po angielsku. Zarezerwuj sobie 30 minut, kiedy naprawdę nikt Ci nie przeszkodzi. Połóż się, przykryj kocem i po prostu słuchaj.
Najważniejsza zasada: nie oceniaj tej praktyki po pierwszej sesji. Układ nerwowy potrzebuje kilku powtórzeń, żeby zaufać, że „teraz naprawdę możesz odpocząć”. Dlatego kiedy pierwsza sesja zakończy się drzemką – to nie porażka. To sukces.
Twoje ciało wie jak odpoczywać. Wystarczy mu na to pozwolić.